Back to List

Białe kreski

[Intro]
Chyba była czarownicą, bo mnie oczarowała...
I zanim padł świt, już wiedziałem, że to pułapka

[Verse 1]
Poznałem ją pod blokiem, miała chłód w spojrzeniu
i uśmiech, co rozcinał mi myśli na pół w cieniu
Na paznokciu odprysk, na sercu pełen syf
mówiła: „chodź bliżej”, a ja chciałem tylko żyć
Za dużo miała ognia w tym zmęczonym ciele
i za dużo tajemnic w połamanym portfelu
Wszędzie miała kurz po nocy, smak taniej chemii
a ja głupi, patrzyłem, jak tonę w tej scenie
Włosy jak po burzy, skóra zimna jak szkło
i każdy jej gest mówił: „weź to, nie bój się”
Na stole puste szkło, na języku żal
a ona śmiała się tak, jakby świat miał paść
Mówiłem: „daj spokój”, ona: „nie umiem przestać”
ja chciałem ją ratować, lecz ona chciała spalać
Miała twarz anioła i dno w każdym ruchu
i kiedy szła przez noc, zostawiała smak upadku
Chyba była czarownicą, serio, bez bajek
bo dotknęła mnie raz i już miałem jej kajdanki
Wciągała mnie wzrokiem jak wir w czarny staw
a ja w środku krzyczałem, choć na zewnątrz był spokój

[Chorus]
Czarownica, czarownica
Zostawiła mnie w ciszy
Czarownica, czarownica
Serce mi się kruszy
Ona za dużo ćpała te białe kreski
Ona za dużo ćpała te białe kreski

[Verse 2]
Potem było gorzej, bo noc miała imię
a jej imię znali ci, co spali po godzinie
Raz się śmiała głośno, raz milczała jak mur
i w oczach miała pustkę, jakby ktoś zgasił chór
Na parapecie kurz, w popielniczce wstyd
a ona tańczyła sama, jakby nie było nic
Telefon bez baterii, na podłodze strach
i dwa nieodebrane od ludzi, co znali jej szlak
Mówiła, że ma plan, ale plan był z dymu
że jutro będzie czysto, że odetnie się od syfu
Tylko jutro nie przychodziło, tylko rana bolała
a ja siedziałem obok, kiedy znowu się łamała
Miała dłonie drżące, ale gardło twarde
i w każdym „już ostatni” czułem stare kłamstwo
Ja nie byłem święty, też mam brud pod skórą
ale przy niej każdy błąd robił się ciężką chmurą
W nocy mówiła: „zostań”, rano: „nie patrz tak”
jakby bała się lustra bardziej niż własnych wad
W toalecie biały ślad, w spojrzeniu pusty pies
i wtedy zrozumiałem, że to nie jest tylko stres
To nie był romans, to był pożar w piersi
miłość na ostrzu szkła, zbyt blisko tej tragedii
Chciałem ją wyciągnąć, ale ciągnęła w dół
Download TXT All Lyrics