=== Lyrics Generated by Suno AI === Task ID: unknown_1787776731 Variant: 1 Title: Białe kreski Status: complete Generated: 2026-08-26 20:38:51 ======================================== [Intro] Chyba była czarownicą, bo mnie oczarowała... I zanim padł świt, już wiedziałem, że to pułapka [Verse 1] Poznałem ją pod blokiem, miała chłód w spojrzeniu i uśmiech, co rozcinał mi myśli na pół w cieniu Na paznokciu odprysk, na sercu pełen syf mówiła: „chodź bliżej”, a ja chciałem tylko żyć Za dużo miała ognia w tym zmęczonym ciele i za dużo tajemnic w połamanym portfelu Wszędzie miała kurz po nocy, smak taniej chemii a ja głupi, patrzyłem, jak tonę w tej scenie Włosy jak po burzy, skóra zimna jak szkło i każdy jej gest mówił: „weź to, nie bój się” Na stole puste szkło, na języku żal a ona śmiała się tak, jakby świat miał paść Mówiłem: „daj spokój”, ona: „nie umiem przestać” ja chciałem ją ratować, lecz ona chciała spalać Miała twarz anioła i dno w każdym ruchu i kiedy szła przez noc, zostawiała smak upadku Chyba była czarownicą, serio, bez bajek bo dotknęła mnie raz i już miałem jej kajdanki Wciągała mnie wzrokiem jak wir w czarny staw a ja w środku krzyczałem, choć na zewnątrz był spokój [Chorus] Czarownica, czarownica Zostawiła mnie w ciszy Czarownica, czarownica Serce mi się kruszy Ona za dużo ćpała te białe kreski Ona za dużo ćpała te białe kreski [Verse 2] Potem było gorzej, bo noc miała imię a jej imię znali ci, co spali po godzinie Raz się śmiała głośno, raz milczała jak mur i w oczach miała pustkę, jakby ktoś zgasił chór Na parapecie kurz, w popielniczce wstyd a ona tańczyła sama, jakby nie było nic Telefon bez baterii, na podłodze strach i dwa nieodebrane od ludzi, co znali jej szlak Mówiła, że ma plan, ale plan był z dymu że jutro będzie czysto, że odetnie się od syfu Tylko jutro nie przychodziło, tylko rana bolała a ja siedziałem obok, kiedy znowu się łamała Miała dłonie drżące, ale gardło twarde i w każdym „już ostatni” czułem stare kłamstwo Ja nie byłem święty, też mam brud pod skórą ale przy niej każdy błąd robił się ciężką chmurą W nocy mówiła: „zostań”, rano: „nie patrz tak” jakby bała się lustra bardziej niż własnych wad W toalecie biały ślad, w spojrzeniu pusty pies i wtedy zrozumiałem, że to nie jest tylko stres To nie był romans, to był pożar w piersi miłość na ostrzu szkła, zbyt blisko tej tragedii Chciałem ją wyciągnąć, ale ciągnęła w dół