Back to List

Białe Kreski

[Verse 1]
Mówiła: „patrz mi w oczy”, ja patrzyłem, jak tonę
W jej źrenicach był ogień i coś, co łamie koronę
Pachniała burzą po deszczu, miała śmiech jak ostrze
A ja byłem tylko gościem, co za późno znał dno jeszcze

Weszła jak znak na murze, zostawiając mi pył
Na rękawie miała noc, w kieszeni ukryty styl
Każdy jej gest był zaklęciem, każdy szept — jak wyrok
I nagle mój zdrowy rozsądek poszedł na długi wyrok

Chodziła po korytarzach jak po własnym polu bitwy
Znała skróty do głowy, znała wszystkie moje kryptki
Śmiała się, gdy mówiłem, że nie wierzę w takie bajki
A ja już czułem na skórze jej niewidzialne pajaki

W jej dłoniach drżały sekrety, w jej ustach był chłód
Na stole zostawiałem dumę, ona brała mój głód
I zanim zdążyłem zapytać, kto ją nauczył tak żyć
Ona związała mi myśli i powiedziała: „idź”

[Pre-Chorus]
Bo ona miała ten blask
I miała ten brak
Wszystko, co wciąga w mrok
Aż gubi się krok

Nie umiałem już stać
Nie umiałem już spać
Gdy patrzyła na mnie tak
Jakby znała mój strach

[Chorus]
Chyba była czarownicą
Zrobiła ze mnie ciszę
Chyba była czarownicą
A ja za nią wciąż wiszę

Kochała białe kreski
I nocne, krzywe ścieżki
Chyba była czarownicą
A ja już znam te rany wszystkie

[Verse 2]
Potem zniknęła na tydzień, wróciła z innym spojrzeniem
Jakby ktoś przeorał jej serce, zostawił samo milczenie
Mówiła, że ma plan, że wszystko trzyma na wodzy
Ale ręce jej drżały, kiedy liczyła drobne kroki

Na blacie był chłodny ślad po szklance i po bólu
W pokoju wisiało napięcie, jak dym po starym polu
Ja chciałem ją ratować, choć sam miałem pęknięcia
A ona śmiała się krótko, jakby znała końce zdjęć

Powiedziała: „nie udawaj, że nie widzisz mnie przez mgłę”
„Ja nie jestem twoją bajką, tylko tym, co łamie dzień”
I wtedy spadła ta prawda, ciężka jak mokry mur
Że to nie ona mnie gubi, tylko ja gonię swój grunt

Bo każda jej biała kreska była jak otwarta furtka
Do miejsca, gdzie sumienie robi się ciche jak sztućce
Tam zostają tylko echa i zimny, lepiący kurz
A serce bije za szybko, jakby chciało uciec już

Mówiłem: „przestań, proszę”, ona: „za późno na litość”
W jej oczach było coś więcej niż gniew i niż miłość
Była pękniętym lustrem, co odbija cudzy grzech
I każdy, kto się w nie patrzy, widzi własny wstyd i lęk

[Chorus]
Chyba była czarownicą
Zrobiła ze mnie ciszę
Chyba była czarownicą
A ja za nią wciąż wiszę

Kochała białe kreski
I nocne, krzywe ścieżki
Chyba była czarownicą
A ja już znam te rany wszystkie

[Verse 3]
Dziś nie dzwonię do dawnych duchów, nie proszę
Download TXT All Lyrics