=== Lyrics Generated by Suno AI === Task ID: unknown_1787776457 Variant: 1 Title: Białe Kreski Status: complete Generated: 2026-08-26 20:34:17 ======================================== [Verse 1] Mówiła: „patrz mi w oczy”, ja patrzyłem, jak tonę W jej źrenicach był ogień i coś, co łamie koronę Pachniała burzą po deszczu, miała śmiech jak ostrze A ja byłem tylko gościem, co za późno znał dno jeszcze Weszła jak znak na murze, zostawiając mi pył Na rękawie miała noc, w kieszeni ukryty styl Każdy jej gest był zaklęciem, każdy szept — jak wyrok I nagle mój zdrowy rozsądek poszedł na długi wyrok Chodziła po korytarzach jak po własnym polu bitwy Znała skróty do głowy, znała wszystkie moje kryptki Śmiała się, gdy mówiłem, że nie wierzę w takie bajki A ja już czułem na skórze jej niewidzialne pajaki W jej dłoniach drżały sekrety, w jej ustach był chłód Na stole zostawiałem dumę, ona brała mój głód I zanim zdążyłem zapytać, kto ją nauczył tak żyć Ona związała mi myśli i powiedziała: „idź” [Pre-Chorus] Bo ona miała ten blask I miała ten brak Wszystko, co wciąga w mrok Aż gubi się krok Nie umiałem już stać Nie umiałem już spać Gdy patrzyła na mnie tak Jakby znała mój strach [Chorus] Chyba była czarownicą Zrobiła ze mnie ciszę Chyba była czarownicą A ja za nią wciąż wiszę Kochała białe kreski I nocne, krzywe ścieżki Chyba była czarownicą A ja już znam te rany wszystkie [Verse 2] Potem zniknęła na tydzień, wróciła z innym spojrzeniem Jakby ktoś przeorał jej serce, zostawił samo milczenie Mówiła, że ma plan, że wszystko trzyma na wodzy Ale ręce jej drżały, kiedy liczyła drobne kroki Na blacie był chłodny ślad po szklance i po bólu W pokoju wisiało napięcie, jak dym po starym polu Ja chciałem ją ratować, choć sam miałem pęknięcia A ona śmiała się krótko, jakby znała końce zdjęć Powiedziała: „nie udawaj, że nie widzisz mnie przez mgłę” „Ja nie jestem twoją bajką, tylko tym, co łamie dzień” I wtedy spadła ta prawda, ciężka jak mokry mur Że to nie ona mnie gubi, tylko ja gonię swój grunt Bo każda jej biała kreska była jak otwarta furtka Do miejsca, gdzie sumienie robi się ciche jak sztućce Tam zostają tylko echa i zimny, lepiący kurz A serce bije za szybko, jakby chciało uciec już Mówiłem: „przestań, proszę”, ona: „za późno na litość” W jej oczach było coś więcej niż gniew i niż miłość Była pękniętym lustrem, co odbija cudzy grzech I każdy, kto się w nie patrzy, widzi własny wstyd i lęk [Chorus] Chyba była czarownicą Zrobiła ze mnie ciszę Chyba była czarownicą A ja za nią wciąż wiszę Kochała białe kreski I nocne, krzywe ścieżki Chyba była czarownicą A ja już znam te rany wszystkie [Verse 3] Dziś nie dzwonię do dawnych duchów, nie proszę