[Verse 1]
Wpadłem w ten dom jak w dym, niby zwykły salon,
a ona miała wzrok, co ciął mnie w pół jak szalony nożyk.
Na stole zimna herbata, w szufladzie szept i pył,
a ja miałem w kieszeni tylko plan, by wyjść i zniknąć tył.
Lecz mówiła tak, że w gardle mi stawały własne zdania,
każde słowo miało haczyk, każdy żart miał drugie dno pytania.
Włos jak noc po burzy, palce cienkie jak gałąź jesieni,
a ja liczyłem puls na nadgarstku, bo mi nagle świat się zmienił.
Na ścianie cień się giął jakby ćwiczył cudze role,
a ona śmiała się półgłosem, jakby znała moje pole.
Nie pytała skąd przychodzę, tylko gdzie mi pęka duma,
ja mówiłem: "to przypadek", ona: "przypadek też się suma".
I gdy podała mi dłoń, miałem smak rdzy pod językiem,
jakbym wszedł do cudzego snu i zgubił własne wyjście w krzyku.
[Pre-Chorus]
Mówiła: "patrz",
a ja patrzyłem już za głęboko.
Mówiła: "chodź",
a cały rozsądek poszedł bokiem.
Jedno mrugnięcie,
i przewrócił się mój porządek.
[Chorus]
Chyba była czarownicą
zrobiła ze mnie pył
Chyba była czarownicą
i wciąż mam jej w oczach blask
Chyba była czarownicą
a ja dałem się na raz
Chyba była czarownicą
i nie chcę stąd wracać już
[Verse 2]
Nazajutrz miałem w kieszeni włókno, którego nie znam,
czarny guzik, obcy jak list, co sam do siebie nie trafił.
Miasto pluło deszczem w bruk, tramwaj zgrzytał jak pretensja,
a ja szedłem po jej śladach, jakbym gonił własną esencję.
W bramie stary facet mruknął: "synu, z nią nie graj w wiarę",
lecz ja już miałem w głowie mgłę i obie ręce sparę.
W kawiarni ktoś rozlał mleko, ktoś upuścił srebrny łyżeczek,
a ja widziałem w każdej plamie ten sam znak i ten sam szlak jeszcze.
Ona nie brała nic wprost, brała powoli, po centymetrze,
zanim zdążyłem nazwać strach, już tańczyłem w cudzym metrze.
Mówiła mało, trafiała dużo, celniej niż zegar w świt,
każde "może" było nożem, każde "później" miało swój rytm.
I kiedy spytałem: "kim jesteś?", odpowiedź spadła jak żużel:
"tym, czego pragniesz najbardziej, choć wiesz, że to może cię zburzyć".
[Pre-Chorus]
Mówiła: "patrz",
a ja patrzyłem już za głęboko.
Mówiła: "chodź