[Verse 1]
Wyszedłem z deszczu, w kieszeni tylko ciężar dnia,
ona stała pod sklepem, jakby znała każdy mój ślad.
Miała spojrzenie ostre, jak szkło po pobitej szybie,
i głos tak cichy, że aż cały blok milkł przy nim.
Nie pytała skąd idę, nie pytała po co wracam,
tylko zbliżyła dłoń i już zmieniła mi krajobraz.
W palcach miała spokój, w oczach plan, w ustach dym,
a ja, cwany wilk z osiedla, nagle gubiłem rym.
Mówiłem: „nie wchodzę w to”, choć już wchodziłem po pas,
każdy mój zdrowy rozsądek sypał się jak kruchy tynk na czas.
Na języku miałem żart, w gardle pył i ten wstyd,
bo ona śmiała się tak, jakby znała mój każdy mit.
I wtedy padło słowo, jak wyrok, jak zimny prąd:
chyba była czarownicą bo mnie kurwa oczarowała...
Ja chciałem iść prosto, a szedłem tam, gdzie chciała ona,
jakby mi ktoś w głowę wszył jej imię, jej ton, jej dom.
[Pre-Chorus]
Noc się skurczyła do paru sekund,
a ja już czułem, że nie ma odwrotu.
Jej cień na ścianie rósł szybciej niż mur,
i każdy mój plan topniał od środka.
[Chorus]
chyba była czarownicą
bo mnie kurwa oczarowała
chyba była czarownicą
i cały mój świat przewróciła
chyba była czarownicą
ja już wiem, kto tu władał
chyba była czarownicą
a ja dałem się bez słowa
[Verse 2]
Potem był marsz przez podwórza, przez bramy, przez cudze drzwi,
ona znała skróty nocą, jakby miasto szeptało jej sny.
Mijałem znajomych, lecz każdy patrzył jak w obłęd,
bo z dumy został mi pył, z pewności — pognieciony notes.
Mówiła: „Masz za dużo hałasu w głowie, za mało krwi”,
a ja liczyłem pęknięcia w jej słowach, jakby to były drzwi.
W bramie, przy starym muralu, odwróciła się nagle do mnie,
i zobaczyłem w niej burzę, co nie pyta, tylko łamie koronę.
Nie była dobra ani zła — była pewna jak nóż,
jak ktoś, kto wie, że prawda potrafi rozciąć na pół.
Wsunęła mi palce do dłoni, a czas zrobił się cienki,
jakbym podpisał własnym cieniem wszystkie kredyty pamięci.
Powiedziała: „Nie uciekaj, bo i tak wrócisz tu sam”,
i miałem odpowiedź na ustach, lecz połknąłem ją tam.
Bo w tej jednej sekundzie, kiedy zgasł mój cały gniew,
zobaczyłem, że to nie ona mnie goni — to ja goniłem jej śmiech.
[Bridge]
A rano zostało tylko echo pod paznokciem dnia,
na ławce dwa niedopite kłamstwa i jej ślad na szkłach.
Wszyscy pytali, co się stało, a ja tylko wzruszałem bark,
bo jak opisać cud, gdy cud zrobili z człowieka znak?
[Chorus]
chyba była czarownicą
bo mnie kurwa oczarowała
chyba była czarownicą
i cały mój świat przewróciła
chyba była czarownicą
ja już wiem, kto tu władał
chyba była czarownicą
a ja dałem się bez słowa
[Outro]