[Verse 1]
Na blokach, gdzie kurz ma smak
i każdy krok brzmi jak znak,
młody Sokół patrzy w mrok
z pękniętym snem pod żebro, w bok.
Miałem długi cień, krótki luz,
za dużo „jutro”, za mało „już”.
W oczach rdzewiał stary plan,
a serce gryzł mi własny gang.
W piwnicy wrzeszczał zimny wiatr,
na stole leżał cudzy strach.
Ja sklejałem z blizn swój herb,
z milczenia robiąc twardy wers.
Bo tam, gdzie głód ma dobry słuch,
każdy fałszywy ruch to huk.
I tylko ten, kto spadł na dno,
wie, jak się wstaje, kiedy mdło.
[Pre-Chorus]
Nie pytaj mnie, skąd mam ten żar,
sam go ukradłem z własnych kar.
Przez popiół idę, przez ten kurz,
aż pęknie mur, aż pęknie smutek już.
[Chorus]
Skrzydła jak feniks, lecę znów
Skrzydła jak feniks, mimo burz
Z prochu w ogień, z ciszy w głos
Skrzydła jak feniks, wracam w los
Skrzydła jak feniks, lecę znów
Skrzydła jak feniks, mimo burz
To, co mnie spali, zrobi ruch
Skrzydła jak feniks, wracam tu
[Verse 2]
Widziałem braci, co chcą być snem,
lecz budzą ich długi, dzień za dniem.
Jedni chcą błysku, inni sens,
a prawda chodzi boso, bez.
Na stole rachunek, w sercu front,
w oczach pytanie: „czy warto stąd?”
Ja znam ten ton, ten zimny dźwięk,
gdy głód ci śpiewa przez zamknięty jęk.
Nie sprzedam duszy za tani blask,
bo blask jest krótki, a wstyd ma czas.
Wolę mieć bliznę niż mieć ten układ,
co daje skórę, zabiera grunt.
I kiedy mówią: „to już twój kres”,
ja słyszę start, nie koniec, nie stres.
Bo z każdej rany, z każdej zórz,
robię drabinę aż pod grzmot.
[Pre-Chorus]
Nie pytaj mnie, skąd mam ten żar,
sam go ukradłem z własnych kar.
Przez popiół idę, przez ten kurz,
aż pęknie mur, aż pęknie smutek już.
[Chorus]
Skrzydła jak feniks, lecę znów
Skrzydła jak feniks, mimo burz
Z prochu w ogień, z ciszy w głos
Skrzydła jak feniks, wracam w los
Skrzydła jak feniks, lecę znów
Skrzydła jak feniks, mimo burz
To, co mnie spali, zrobi ruch
Skrzydła jak feniks, wracam tu
[Bridge]
Nie jestem z marmuru
jestem z upadków i ran
Ale każdy mój „koniec”
to był tylko start na plan
[Final Chorus]
Skrzydła jak feniks, lecę znów
Skrzydła jak feniks, mimo burz
Z prochu w ogień, z ciszy w głos
Skrzyd