Back to List

Biała Kreska

[Zwrotka 1]
Mówią, że przyszła jak dym do szkła, ja wiem, że przyszła po mnie
W drzwiach miała spokój na twarzy, a w oczach burzę i ogień
Szła tak lekko po mojej głowie, jakby znała każdy zakręt
Jednym spojrzeniem mieszała plan, dwa gesty i już mam brak tchu
Na stole zimna herbata, w tle stary blok i mokry asfalt
A ona liczyła moje słowa, jakby każde było na wagę
Zawsze chciałem prostych znaków, dostałem labirynt w uśmiechu
I to był właśnie ten haczyk, co wciąga cię głębiej niż śmiech
chciała prawdy, ale w kawałkach, więc podałem jej wers po wersie
Ona czytała mnie bez palca, bez mapy, bez prawa do wersji
Ja udawałem twardą skałę, lecz pękałem przy każdym "zostań"
Bo miała w dłoni ten płomień, co robi z rozsądku proch
W mieście za wiele jest masek, a ona znała każdą za dobrze
Więc gdy się śmiała, to cicho, lecz serce mi biło za głośno
I wtedy pomyślałem sobie, że jeśli to sen, to nie budź mnie
Bo przy niej nawet mój cień chciał iść bliżej niż zwykle

[Refren]
Chyba była czarownicą
Aż mnie oczarowała
Chyba była czarownicą
I mi rozbroiła żal
A ona kochała te białe kreski
Na mojej szybie, na jej powiekach
Chyba była czarownicą
I wciąż mi siedzi w nerwach

[Zwrotka 2]
A ona kochała te białe kreski, mówiła: "patrz, jak miasto śpi"
Ja widziałem w nich ślady po drodze, co prowadziła do nas i do dni
Nie pytała o jutro, bo jutro to dla niej za mało i za tanio
Wolała nocne rozmowy przy oknie, gdzie każdy sekret ma smak
Miała w kieszeni dwa bilety i plan, by zniknąć przed świtem
A ja miałem w głowie chaos, lecz przy niej układał się w rytm
Czasem rzucała półzdania, a ja z nich składałem całe filmy
Takie, co bolą po finale, bo kończą się szybciej niż film
Na jej nadgarstku błyszczał czas, lecz nie chciał jej trzymać w ramie
Mówiła, że wolność jest droga, ale płacą nią tylko wybrani
Ja chciałem ją zatrzymać słowem, lecz słowa są cienkie jak szkło
Gdy dotykałem jej ręki, czułem prąd, co szedł aż do kości
W jej śmiechu było coś z burzy, w jej ciszy coś z ostrza i planu
Więc kiedy znikała po nocy, zostawiała mi pył na ścianach
I nawet nie wiem, czy była realna, czy tylko złudzeniem z mgły
Ale odkąd odeszła, mam w sobie ten sam głód i te sny

[Refren]
Chyba była czarownicą
Aż mnie oczarowała
Chyba była czarownicą
I mi rozbroiła żal
A ona kochała te białe kreski
Na mojej szybie, na jej powiekach
Chyba była czarownicą
I wciąż mi siedzi w nerwach

[Zwrotka 3]
Teraz mam więcej niż wtedy, lecz mniej niż ten jeden jej ślad
Bo można wygrać z losem ulica po ulicy, a przegrać z jednym "wróć"
W lustrach widzę swój profil, lecz obok zawsze jej brak
I każdy nowy wieczór ma smak tej rozmowy, co trwała za długo
Mówią mi: "puść to", jakby serce miało przełącznik na zero
A ja wiem, że niektóre iskry zostają pod skórą na wieki
Download TXT All Lyrics