Back to List

Biała Magia

[Verse 1]
Chyba była czarownicą, bo mnie wzięła bez słowa,
jednym spojrzeniem zrobiła z chaosu gotowa.
Miała uśmiech jak nóż, ale śmiała się słodko,
i każdy mój plan w sekundę zamieniała w pył pod stopą.

Mówiła: "chodź", a ja szedłem, jakbym nie miał wyboru,
w kieszeni miałem rozsądek, ona w oczach miała pożar.
Na dłoni miała znak, jakby pisał go dym,
a ja, głupi, brałem za los to, co było tylko grą.

W klubie cisza też tańczyła, gdy wchodziła na salę,
niby nic, a całe to miejsce robiło się nagle mniejsze.
Jej perfumy pachniały nocą, mokrym asfaltem i grzechem,
a ja liczyłem oddechy, żeby nie zgubić się w geście.

Każde "wrócę" brzmiało jak zaklęcie na później,
każde "spokojnie" było jak lina na mojej szyi.
Mówiła półprawdą, ja dopowiadałem resztę,
i sam sobie robiłem z serca pieczeń na własnym weselu.

A ona kochała te białe kreski,
jakby w nich była droga do lepszej wersji.
Ja chciałem ją złapać, ona chciała uciec,
i nawet mój strach miał przy niej ciekły, miękki odcień.

[Chorus]
A ona kochała te białe kreski
Mnie zgubił ten błysk
A ona kochała te białe kreski
Ja pamiętam ten zgrzyt

A ona kochała te białe kreski
I znikał mi sens
A ona kochała te białe kreski
Zostawiła mi cień

[Verse 2]
Potem noc była dłuższa niż wszystkie jej obietnice,
telefon milczał jak świadek, który znał za dużo liczb.
Na stole puste szkło, obok ślad po jej palcach,
i tylko ten zapach wracał, jakby mieszkał w ścianach.

Miałem kumpla, co mówił: "bracie, to nie jest miłość,
to jest linia prosta do tego, by zgubić swój środek".
Ja się śmiałem, bo łatwiej śmiać się niż przyznać,
że już nie pamiętam, gdzie kończy się pragnienie, a gdzie wstyd.

Jej oczy były zimne, ale głos miała miękki,
potrafiła z mojej pychy zrobić grzeczny oddech.
Wbijała się w myśli jak haczyk w świeżą ranę,
a ja ją nosiłem w głowie jak fałszywą koronę.

Mówiła, że mnie chce, lecz tylko wtedy, gdy znikałem,
że jestem najbardziej prawdziwy, kiedy nie pytam o jutro.
Więc pytałem mniej, coraz mniej, aż nie pytałem wcale,
i w tej ciszy zaczęło rosnąć coś bardziej czarne niż dumne.

Znała moje słabe strony lepiej niż adres,
wiedziała, gdzie uderzyć, żeby pękł nawet głos.
A kiedy słońce weszło, wyglądała jak obca,
jakby całą tę historię pisał ktoś z brudnych szkiców.

A ona kochała te białe kreski,
ja kochałem za mocno, za krótko, za nisko.
A ona kochała te białe kreski,
i każde "zostań" miało w sobie błąd.

[Chorus]
A ona kochała te białe kreski
Mnie zgubił ten błysk
A ona kochała te białe kreski
Ja pamiętam ten zgrzyt

A ona kochała te białe kreski
I znikał mi sens
Download TXT All Lyrics