[Verse 1]
Na osiedlu cień ma imię, ja je znam po krokach,
kiedy w gardle rośnie burza, a na powiekach szkło i brokat.
Z popiołu robię mapę, z mapy robię skok,
każdy ból to był mój nauczyciel, każdy strach mój drugi dom.
W kieszeni mam dwa światy — jeden głodny, drugi dumny,
między nimi idę prosto, choć mi szepczą: „lepiej umrzyj”.
Ja nie umiem żyć na pół, nie umiem mówić „może”,
albo wchodzę jak po swoje, albo wracam z twarzą w kurzu.
Miałem głos jak skrzydło z drutu, teraz tnie jak nożyk w ciszy,
widać po mnie, że mnie łamał los, lecz nie potrafił mnie zniszczyć.
Każdy wers to ślad po ranach, każdy rym to szew na skórze,
gdybym padł, to tylko po to, by znów wstać wyżej niż wczoraj.
[Pre-Chorus]
Słyszysz? To nie dym, to znak,
z pustych dni wykuwa się ptak.
Gdy mówią „nie”, ja mówię „tak”,
i lecę tam, gdzie pęka strach.
[Chorus]
Skrzydła jak Fenix, w górę, w górę
Skrzydła jak Fenix, przez te mury
Skrzydła jak Fenix, już nie zniknę
Płonę i wstaję — mocniej niż dawniej
Skrzydła jak Fenix, czarny pazur
Skrzydła jak Fenix, nowy rozdział
Skrzydła jak Fenix, słyszysz, miasto?
Płonę i wstaję — jestem tu jasno
[Verse 2]
Mówili: „zostaw to”, gdy noc mi siadała na barkach,
a ja z tej nocy brałem atrament, żeby pisać po latarniach.
Nie chcę złotych łańcuchów, chcę mieć wolne obie dłonie,
żeby złapać własny los za kark i nie puścić go na koniec.
W moim cieniu rośnie treść, w mojej treści rośnie rana,
język ostrzy się od prawdy, więc się błyszczy, choć nie błyska.
Mam w spojrzeniu cały blok, w sercu schowane dwie zimy,
jedna uczy mnie milczenia, druga daje mi przyczyny.
Gdy spadałem, każdy krok miał smak rdzy i pokory,
dziś mam w głowie własny sąd i własne, trudne protokoły.
Nie potrzebuję cudzych koron, bo mi wystarczy ten ciężar —
gdy go niosę, to nie pękam, tylko rosnę, jakbyś chciał.
[Pre-Chorus]
Słyszysz? To nie dym, to znak,
z pustych dni wykuwa się ptak.
Gdy mówią „nie”, ja mówię „tak”,
i lecę tam, gdzie pęka strach.
[Chorus]
Skrzydła jak Fenix, w górę, w górę
Skrzydła jak Fenix, przez te mury
Skrzydła jak Fenix, już nie zniknę
Płonę i wstaję