[Zwrotka 1]
Wchodzę w mrok, lecz niosę świt pod powieką,
z popiołu biorę imię, by nie zgubić siebie w piekle.
Mam skrzydła jak Fenix, lecz nie dla chwały i blasku,
tylko by wznieść to, co padło pod ciężarem własnych masku.
Na ścianach runy z kredy, na języku żelazny sens,
każdy wers jak klucz do bram, gdzie strach od dawna śpi na dnie.
Miasto mruga jak fałszywy znak, każe brać, każe biec,
a ja liczę rany jak monety, żeby wiedzieć, ile jest mnie.
W lustrze widzę chłopca i wilka, jedno serce, dwa głosy,
jedno pyta: „po co ta walka?”, drugie: „żeby przerwać noce”.
Nie chcę złotych łańcuchów, chcę, by ludzie zdjęli jarzmo,
bo najcięższa klątwa rośnie tam, gdzie milczy własne gardło.
[Refren]
Feniks w popiele, w popiele
Wstaję, gdy pęka mi cień
Feniks w popiele, w popiele
Nieść ogień — to znaczy nieść sens
[Zwrotka 2]
Stare babki mówią: „synku, los ma zęby, gryzie cicho”,
a ja widzę, jak ich dłonie leczą więcej niż niejeden mitos.
W blokach krążą szept i wstyd, jakby w ścianach mieszkał sąd,
każdy chce być kimś na pokaz, a nie umie zostać stąd.
Więc rozcinam ten ornament, ten pozór, ten tani splin,
bo prawda nie ma ładnej twarzy, lecz potrafi zdjąć z nas win.
Słowa jak węzły z drzewa, jak psalm, co się pali w krwi,
gdy człowiek sam sobie jest więzieniem, to nie trzeba żadnych krat i drzwi.
Ja nie śpiewam o potędze — ja ją oddaję do rąk,
żebyś ty mógł podnieść głowę, kiedy znów zgasi cię lęk.
Bo feniks nie jest legendą, tylko ruchem od dna ku górze,
każdy upadek to materiał, z którego buduje się jutro.
[Refren]
Feniks w popiele, w popiele
Wstaję, gdy pęka mi cień
Feniks w popiele, w popiele
Nieść ogień — to znaczy nieść sens