[Verse 1]
Yo, słuchaj, tu Sokół, nie żaden gołąb,
Feniks z popiołów, rymów potop, co to, to nie flop,
Na bicie kroczę, miejski szaman, słowa to dynamit,
Głębia przekazu, nie dla mas, co tylko chcą banan.
Wersy jak sztylet, tną na wylot, prawda boli,
Multisylabowy moloch, co umysły wyzwoli.
[Chorus]
Feniks z popiołów, znów się rodzę,
Z każdego upadku, siłę wydobędę.
Nowy okultyzm, słowiański rap,
Prawda w eterze, to mój znak.
[Verse 2]
Ciemne zakamarki duszy, tam gdzie strach się rodzi,
Rozjaśniam latarnią rymu, nim kolejny dzień nadchodzi.
Nie dla płytkich umysłów, co szukają łatwej drogi,
To dla tych, co czują ból, co znają życia wrogi.
Słowiański duch, w żyłach płynie, prastara energia,
Wersy jak zaklęcia, co budzą, to nie herezja.
[Chorus]
Feniks z popiołów, znów się rodzę,
Z każdego upadku, siłę wydobędę.
Nowy okultyzm, słowiański rap,
Prawda w eterze, to mój znak.
[Bridge]
Patrz, jak płonę, by znów powstać,
Z prochów przeszłości, przyszłość zastać.
Niech ci, co śpią, wreszcie się obudzą,
Bo prawda w słowach, nigdy nie ułudzi.
[Chorus]
Feniks z popio