=== Lyrics Generated by Suno AI === Task ID: unknown_1787776581 Variant: 1 Title: Białe kreski Status: complete Generated: 2026-08-26 20:36:21 ======================================== [Verse 1] Mówiła: „zostań”, a ja już stałem w drzwiach W jej oczach był ogień, w kieszeni miałem strach Chciałem ją czytać, jak stary, brudny list A ona miała ten uśmiech, co gasi każdy wstyd Szła przez blok jakby znała każdy kąt Na szyi srebro, na języku słodki błąd Mówiłem: „uważaj”, ona: „nie ucz mnie żyć” I wtedy poczułem, że znowu chcę w nią wejść Chyba była czarownicą, aż mnie oczarowała Jednym ruchem dłoni wszystko we mnie rozbroiła Wzięła mój rozsądek, zostawiła mi dym I nawet gdy krzyczałem, to i tak szedłem z nią w tył Jej śmiech był jak nóż, ale cięty na aksamit Jej krok po kafelkach zostawiał mi ślad Wiedziała, gdzie nacisnąć, żeby pękł mój mur Ja, twardy na języku, przy niej robiłem się gór Na stole zimna popielniczka, w kubku czarna noc A ona patrzyła tak, jakby znała mój los Nie pytała o jutro, nie chciała moich win Tylko brała mnie bliżej i kazała milczeć mi I wtedy zrozumiałem, że to nie jest gra Bo kiedy ona mruga, to świat się zgina wpół Ja miałem tylko serce, ona miała plan I wzięła mnie jak wrzut, co pęka na pół [Chorus] Chyba była czarownicą I mnie zaczarowała Chyba była czarownicą Aż mi głowa zamilkła Kochała te białe kreski I paliła mnie w środku Kochała te białe kreski A ja tonąłem po zmroku [Verse 2] Miała palce zimne, choć pokój był gorący Na języku cukier, w oczach kamień błyskający Siedziała na parapecie, nogi zwisały w dół Mówiła, że świat to kłamstwo, a prawda lubi kurz W tle grał stary sampl, ale ja go nie słyszałem Bo ona robiła burzę z jednego „chodź, kochanie” Przyniosła biały pył jak święty, brudny znak I nagle każda myśl rozpadała się jak piach Kochała te białe kreski, tak mówiła bez wstydu Jakby to był sekret, a nie bilet do nikąd Patrzyłem, jak rysuje linie na szklanym blacie Jakby kreśliła los, który dawno mam w papierze Powiedziała: „nie bój się, to tylko krótki lot” A ja już byłem w dole, choć stałem jeszcze prost Jej pocałunki miały smak po metalowej nocy A ja chciałem więcej, choć czułem własne oczy W lustrze miałem twarz, której prawie nie znałem Zbyt dużo jej, zbyt mało mnie, gdy wracałem Nad ranem była czuła, rano była chłodna Raz mówiła „chodź”, raz „zniknij”, raz „bądź poddany” Ja głupi, myślałem: „może zmienię ten kurs” Lecz ona była jak wir, co wciąga bez słów W kieszeni miałem pusto, w głowie jeszcze gorzej Każdy jej dotyk był jak wyrok zapisany w mroku Chciałem ją zatrzymać, ale trzymał mnie ślad Po tych białych kreskach, co zrobiły mi bałagan [Chorus] Chyba była czarownicą I mnie zaczarowała Chyba