=== Lyrics Generated by Suno AI === Task ID: unknown_1787776343 Variant: 1 Title: Białe Kreski Status: complete Generated: 2026-08-26 20:32:23 ======================================== [Verse 1] Chyba była czarownicą, aż mnie oczarowała, na klatce miałem lód, a jej dłoń mi go roztapiała. Weszła cicho, a w powietrzu zrobiło się gęsto, jednym ruchem zrobiła z mojego spokoju więzienie. Mówiła miękko, lecz w oczach miała stal, ja miałem plan na tydzień, ona miała plan na żal. W bramie pachniało deszczem, w kieszeni szumiał dźwięk, a ona śmiała się tak, jakby znała każdy mój lęk. Na stole trzy popielniczki, w nich obce sny i ślady, ona liczyła chwile, ja gubiłem swoje śluby. I mówiła: „zostań blisko”, jakby to był zwykły żart, a ja już byłem w środku, choć stałem jeszcze przy drzwiach. Znała moje słabe punkty, trafiała w nie bez słów, ja w jej głosie słyszałem słony smak starych burz. Gdy szła przez ten bałagan, wszystko brało inny kolor, jakby los mi zmienił mapę, nim zdążyłem zadać ból. [Chorus] Chyba była czarownicą Aż mnie oczarowała Chyba była czarownicą I mi głowę zabrała A ona kochała te białe kreski Ja kochałem ten moment A ona kochała te białe kreski I wszystko poszło w ogień [Verse 2] Nie pytałem skąd przychodzi, bo odpowiedź była ciężka, miała twarz jak niewinność, a w środku zimna przestrzeń. W nocy były rozmowy, co pachniały jak upadek, każde zdanie miało haczyk, każdy śmiech miał drugi kadr. W moim mieszkaniu echo robiło za sumienie, ona liczyła na palcach, ile jeszcze dam jej przenieść. Skręcał mi się język, gdy mówiła o „na chwilę”, bo „na chwilę” z nią znaczyło: zostaw wszystko i zniknij. Na dywanie były ślady po butach i po decyzjach, ja udawałem twardego, ona czytała mnie bez pytań. Wzięła mój spokój w dłoń, rozkruszyła go na pył, potem śmiała się, że serce mam za miękkie na ten styl. Każdy jej gest był jak zaklęcie pod skórą, raz mnie wznosił pod sufit, raz ciągnął w dół, w dół, w górę. I choć mówiłem „dość”, to wracałem jak w transie, bo była jak zakręt, po którym ginie się na własnej trasie. [Chorus] Chyba była czarownicą Aż mnie oczarowała Chyba była czarownicą I mi głowę zabrała A ona kochała te białe kreski Ja kochałem ten moment A ona kochała te białe kreski I wszystko poszło w ogień [Verse 3] Potem przyszło przebudzenie, zimne jak metal poręczy, puste kubki, porozrywane notatki, świt bez tlenów. Patrzyłem w swoje odbicie, a tam ktoś obcy stał, taki sam wzrok, tylko pęknięty, jakby coś go cały czas gnał. Nie była z bajki, nie była snem, nie była znikąd, była lekcją, której cena miała smak zbyt gorzki. Zrozumiałem wreszcie prosto, bez tych wszystkich mgieł, że