=== Lyrics Generated by Suno AI === Task ID: unknown_1787775302 Variant: 1 Title: Molfar I Sowa Status: complete Generated: 2026-08-26 20:15:02 ======================================== [Verse 1] Przyszła jak znak, nie jak człowiek, bardziej jak cień po burzy, Włosy miała jak dym nad polem, a oczy jak nóż w skórze. Na rynku mówiła ciszej niż sumienie po północy, A każdy jej krok robił szmer, jakby ziemia znała mocy. Ja byłem z tych, co tną wersy, liczą zgłoski, łamią klatki, Ona śmiała się krótko: "Ty liczysz rymy, ja liczę wtarki." W ręce miała sokółkowy znak, w palcach pył z ziół i popiołu, I nagle cały mój rozum usiadł jak pies przy jej stołku. Mówiła: "Nie patrz tak długo, bo wzrok to zbyt tani miecz", A ja już stałem bezradny, choć miałem na ustach śmieć. Na szyi nosiła amulet, w kieszeni suszony piołun, A ja, co zwykle mam stal w gardle, nagle miałem tam tylko ogon. Jej śmiech jak szkło w miodzie, słodki, lecz tnie od środka, I każdy mój dumny plan topniał jak śnieg na rozgrzanych płotkach. Powiedziała: "Masz serce jak targ, pełno na nim krzyku i cen, Ja nie kupuję, ja biorę, jeśli tylko pozwolisz mi wejść." [Pre-Chorus] I weszła. Bez pukania, bez wstydu. Weszła mi w sen, jak ogień w suchy rytm. I szepnęła: "Nie broń się, chłopcze. Jak chcesz ocaleć, to przestań być twardy." [Chorus] Molfar, molfar, ona mnie zna, chyba była czarownicą, bo mnie kurwa oczarowała. Molfar, molfar, wszystko mi da, a potem jednym spojrzeniem cały plan mi rozpierdala. Molfar, molfar, noc mówi "tak", a ja tonę w jej imieniu, jakbym sam je wybrać miał. Molfar, molfar, serce ma ślad, chyba była czarownicą, bo mnie kurwa oczarowała. [Verse 2] Nazajutrz w moim mieszkaniu stał zapach mokrej ruty, Na stole dwa kubki, choć byłem sam — to były jej buty. Zostawiła mi kartkę bez podpisu, tylko pięć znaków: "Jeśli wrócę, nie pytaj skąd. Jeśli zniknę, nie pal światła." I wtedy zrozumiałem, że to nie była żadna gra, Tylko pożar ubrany w skórę, co do drzwi nie pukał — brał. Poszedłem za śladem po deszczu, przez most i przez stary sad, Tam, gdzie czarny pies nie szczeka, tylko pamięta każdy ślad. W kapliczce przy drodze znalazłem sól rozsypaną w krąg, A w środku jej cień i mój cień, jak dwa noże na jeden ząb. Ona stała przy świecach, spokojna jak wyrok bez sędziów, I rzekła: "Chciałeś prawdy? To patrz, jak się robi z pęknięć most". Pokazała mi bliznę na nadgarstku, znak po starym przysiężeniu, Że urodziła się w domu, gdzie płacz był językiem kamieni. Że uciekła od ludzi, co chcieli jej mocy i ciała, Że każdy, kto ją nazwał złem, sam był tylko głodny jak szał. A ja, technik od pustych zwycięstw, od wersów zbyt ostrych i czystych, Stanąłem nagle bez zbroi, z sercem obdrapanym do blizny. Bo zrozumiałem w tej chwili, gdy patrzyła prosto i jasno: To nie czary mnie złamały, tylko to, że pierwszy raz było mi własno